|
Internet
2008-08-22
Poznałam Cię przez internet. Ale to wcale nieprawda. Poznałam Cię Blogi to dziwaczne, ekshibicjonistyczne zwierciadła duszy. Podobało Potem trafiłam na Ciebie na Gronie. Pisaliśmy Zaprosiłam Cię do grupy moich znajomych gronowych, powołując się na forum. Przyjąłeś. Wiedziałam o Tobie niewiele. Lubiłeś szanty i mitologię Celtów. Zaprosiłam Cię na koncert. Mówiłeś, że możliwe, iż nie dasz rady się pojawić. Na Widzę siedzącą niedaleko wejścia wysoką dziewczynę o Patrzy na mnie. Zamieniamy kilka zdań, palimy i pijemy Dwa, trzy dni później na Gronie dziękujesz mi za zaproszenie i Ale przecież... Przecież to była dziewczyna, a Ty wyraźnie używasz formy męskiej. A może... to nie była dziewczyna? Mogłam Ślady farby na włosach? Ależ w dzisiejszych czasach mężczyźni też jej używają! Mogła być mężczyzną? Czy to możliwe? Uznaję, że tak, choć coś mi się nie zgadza, coś nie pasuje. Potem Ale cała ta sytuacja, ta konfuzja, Jestem bardzo, ale to bardzo zaintrygowana. Myślę o Twoich dłoniach i włosach. Chcę Cię spotkać. Skomentuj [0]
...i niech tak zostanie... 2007-12-22
Wszystko zaczyna się psuć przed feriami. Ty masz mało czasu, drażni Po Nie tęsknię za Tobą tak bardzo, jak chyba powinnam. Na Rysuję pluszowego misia trzymającego serduszko. W serduszko wbite są szpilki. W czasie Twojej nieobecności spotykam się z nimi obydwoma. Dotrzymują mi towarzystwa. Nie mogę bez nich zyć. Jednak nie. Na Mam za dużą walizkę. Wstyd mi z tego powodu. Jadę tylko na Lutowe słońce, białe i jaskrawe Podniecenie Idziemy do samochodu zaparkowanego pod niskimi gałęziami iglastych drzew. Potem zaczyna się długa droga do domu. Dom Jestem sama z tą wiadomością. To stąd te Popełniłam błąd, Oddałam Ci moją nadzieję, moja miłość, mnie. Podziwiałam Cię. To był kolejny błąd. Narzekasz, Oni obaj, jakkolwiek stanowili problem, są mi bliscy, nie zawodzą mnie, zawsze mam ich Udaje mi się sfotografować małą, zwinną jaszczurkę. Wieczorem Po Pod koniec maja ostatecznie mnie opuszczasz. Na moich ramionach pojawiają się blizny po cięciach. Jakby mój świat runął mi na głowę.
Przecież Zakochujesz się w dziewczynie. Jest zupełnym przeciwieństwem mnie. Ona Cię nie chce. W "Zrozumiałem, jakim idiotą jestem. I, że naprawdę bardzo Cię kocham". Mięknę. Spróbujmy zatem. Moze nie wracajmy, moze nie az tak daleko, ale możemy spróbować się o siebie postarać. Jest początek lata, czerwcowa noc pełna świetlików. Ale tak jesteśmy sobie dalecy. Nie ma zaufania. W lipcu zaczyna być jasne, że nic z tego nie wyjdzie. Wyjeżdżasz do Francji, po powrocie przestajesz się odzywać. Do sierpnia jesteś już obcą osobą. Nie znam Cię. Ciągle jeszcze boli, ale to nie ma sensu, nie ma znaczenia, nie ma... niczego. A dziś? Jest Jak dobrze. Jak dobrze, ze Jesli jestem ogniskiem, Ty jesteś oceanem. Jeśli jestem
Dziękuję Ci za poranki, kiedy wstawaliśmy wcześnie, piliśmy szybko kawe słuchając muzyki, a potem pędziliśmy do metra, kupując po drodze trochę naszych wspólnych, ulubionych ciasteczek. Dziękuję za wędrówki po Starówce tamtego jesiennego wieczora. Dziękuję za odrobinę magii, którą po drodze utraciliśmy bezpowrotnie. Dziękuję za nowe rzeczy, które mi pokazałeś. Dziękuję za kilka razy, kiedy spoglądałeś na mnie z zachwytem. Dziękuję za Twoje imię i za zapach Twojej skóry. Teraz jednak dzielą nas morza i przepaście. I nie pamiętam już Twoich rąk. I niech tak zostanie. Dobranoc. W bladym świetle styczniowego poranka 2007-11-17
Sylwester napełnia mnie obawą. Poznać tylu Twoich znajomych! Zostać im pokazaną. Obejrzą mnie, przetrawią informację o zmianie w Twoim życiu. Będą plotkować. Ludzie tak robią. Zresztą, z tego, co wiem, już plotkują. O mnie, o tym jak pojawiłam się nagle. O tym, jak szybko to się rozegrało. A rozegrało się szybko. Dwie wspólne noce, jedna długa rozmowa na GG, podczas której powiedziałeś mi, że mnie kochasz, potem przyjechałeś bez snu, prosto do mnie, prosto w moje ramiona. Wtedy jednak nie byłam jeszcze pewna. Teraz już jestem. Chyba tak. W przeddzień Sylwestra ona wychodzi za mąż. Ta, której plotłam warkoczyk we włosach. Jeszcze trochę boli, ale znalazła swoje szczęście po tak długich poszukiwaniach... i ja znalazłam swoje. Życie toczy sie w ten sposób. Czasami po prostu nas zaskakuje. Na Sylwestra zapraszasz też wielu moich przyjaciół. Przychodzą. Ich obecność napawa mnie spokojem. Ale są też oni obaj. Jeden jak zawsze spokojny. Drugi nieco mniej. Jego zazdrość uwiera jak niewygodny but. Wieczór pełen szaleństwa i alkoholu. Ty całujesz się z kobietami. Cieszysz się swobodą, jaką daje związek ze mną. Wyznaję hedonistyczne podejście do życia. Przecież liczy się miłość, a nie gesty. O gesty nie jestem zazdrosna. To nie jest takie, jak chciałam, żeby było. Coś jest nie tak, coś jest krzywe, coś się chwieje. Przyjaciel podchodzi do mnie i pociesza mnie. W końcu wracasz, nieco skruszony. Dobrze. Nic się nie stało. Pijani, radośni, idziemy się położyć spać. Nie ma miejsca nigdzie poza maleńka garderobą. Zrzucamy ubrania na podłogę, żeby było mniej twardo... Budzi mnie telefon. Twój. Melodyjkę z gry Final Fantasy VII poznam nawet przez sen. Odbierasz nieprzytomny, potem podajesz słuchawkę mnie. On. Krzyczy. Pyta, gdzie jestem. Chce, żebyśmy razem wyszli i pojechali do domu. Jak to - razem. Jak to - do domu? Przecież tu zostaję. Wychodzę z garderoby prosto w ciemny pokój. On staje w drzwiach. jego wysoka sylwetka obramowana światłem. Jest zły i smutny. "Powiedziałaś, ze zaraz wrócisz". Oskarżycielski ton wywołuje u mnie złość. "Zasnęłam" "Chodźmy, zbieraj się. Proszę" "Nie. Zostaję" "Nie. Chodź! Mieliśmy wyjśc razem!" Teraz jego ton jest przepełniony desperacją i wściekłością. "Wiesz co... odpierdol się!" Coś rozświetla ciemność. Nie wiem, czemu siedzę na podłodze. Nie wiem, czemu trzymam się za twarz. On coś mówi gniewnie, słyszę jego oddech. Urywany, gwałtowny. Wychodzi. Boli mnie policzek. Czuję słonawy smak w ustach. Nie chciałam, żeby tak było. Nie chciałam, żeby tak go zabolało. Nie powinnam tak mówić. On też nie. Alkohol wyzwala agresję. Niedobrze mi. Czuję Twoją obecność. Dotykasz moich ramion. "Co się stało?" pytasz mnie drżącym głosem. Przecież widzisz. Słyszałeś. Czemu pytasz? "Dostałam w mordę" oznajmiam spokojnie. "O boże!" Trzymasz mnie. Nic nie robisz, tylko mnie przytulasz. Jedno "O boże!" nic nie zmieni. Cos jest nie tak w twoim zachowaniu. Ale teraz jest mi wszystko jedno. Chyba się porzygam. Głowa boli coraz mocniej. Twarz też. Będe miała slad. Nieduży, ale co z tego? Idę do łazienki. Muszę sie wykąpać, żeby uspokoić wyprowadzony z równowagi organizm. Przychodzisz do mnie i kąpiemy sie razem. Siedzę naprzeciwko ciebie w wannie, w obcej, jasnej łazience. Rozmazany makijaż spływa mi po twarzy. Kiedy schodzimy na dół, czuję sie już lepiej. On tam jest. Czeka w towarzystwie naszej koleżanki. Płakał. Przeprasza mnie. Teraz mnie przeprasza. Wiem, co się stało. I widok jego absolutnej rozpaczy powoduje, ze ściska mi się serce. Znajome oczy, znajome usta. Przecież to on. Ten, z którym przeżyłam tyle. Taki kawał czasu. To on. Doprowadziłam go do ostateczności. A on wykonał jeden gest za duzo. Ale wtargnąl na Twój teren. Uderzył mnie, a Ty nic z tym nie zrobiłeś. Nie jesteś zbyt odważny, prawda? Rozmawiam z nim. W końcu wychodzi. Oboje ochłonęliśmy. Rozstajemy się w zgodzie. Dzień wpływa przez okna, wypełniając dom zimnym, jasnym światłem. Pijemy herbatę. Twoja ręka w mojej. Trzeba położyć się spać przed sprzątaniem. Kocham Cię. Ani Ty, ani on nie jesteście doskonali. Teraz wybrałam Ciebie. Twoja obecność uspokaja mnie, ciepło Twoich ramion, kiedy zasypiamy jest dobre. On wraca do domu zimnym autobusem. Kiedyś wracaliśmy tak razem. Ja i on. Jakaś dziewczyna z upiornym chichotem i pijacką czkawką darła się na cały autobus. Przytuleni, lekko przysypiając, podśmiewaliśmy się z tego w doskonałych nastrojach. Teraz on jedzie sam w bladym świetle styczniowego poranka. A ja zasypiam w cieple przy Twoim boku. Spokojna. Dziwnie spokojna. Zbyt spokojna. Zbyt radosna. Zbyt zakochana... Czerwone światełka 2007-11-09
Pilnują mnie. Przynajmniej jeden z nich. Wie, że mnie traci, wie, ze On Jego ból wsiąka we mnie i wypełnia mnie Drugi jest spokojniejszy. Boli go, ale mówi, Odrzucam A teraz pojawiłeś sięTy. W jakiś sposób odsunięcie ich obu Bo jestes Ty. Mój nowy Rycerz-W-Lśniącej-Zbroi. Wreszcie będę mogła żyć normalnie. Wreszcie będę mogła kochać bez wyrzutów sumienia, nie oglądać się na nikogo. Nie Opowiadam ludziom naokoło o moim szczęściu. Często pojawiam się u Ciebie. Twoi współlokatorzy wydają się mnie lubić. Szykujemy razem zaproszenia na Sylwestra, którego urządzasz. Zbliżają się święta. Znam już na pamięć Twój balkon, na który wychodzę,żeby zapalić. Na podwórzu macie sadzawkę, teraz pustą. W lecie jest to fontanna. Obok Pukam Idę umyć ręce i zęby. Nie chcę narzucać Ci wątpliwej przyjemności całowania mnie po tym, jak paliłam. Idealna harmonia, zgodność. Tulisz mnie do siebie. "Jadę "W sumie to będą dwa tygodnie... nie wytrzymam tyle bez ciebie! Przyjedź do mnie, razem pojedziemy do taty". Ale jak, mój piękny? Jak? Nie mam pieniędzy na głupi bilet lotniczy... nie mam pieniędzy na taką wycieczkę! A Jeszcze nie powiem rodzinie o Na pewno nie powiem też im - moim dwóm przyjaciołom, których dla Ciebie opuszczam. Skąd to niewyobrażalne poczucie winy? Skąd? Przyzwyczajenie 2007-10-21
Przeczę samej sobie każdego dnia. Coraz bliżej Ciebie, choć tak bardzo próbuję się bronić. "Możemy być razem szczęśliwi" - piszesz. A ja właśnie chce uciec od niepewności i skonfundowania. Od moich dwóch rycerzy, którzy przysparzają mi tyle samo smutku co radości. Chcę znaleźć coś,c zego będę mogła się trzymac, co da mi spokój, ukojenie, słodycz. I będzie normalne. Zwykłe. Nie awanturnicze i dekadenckie. Chcę móc Ci zaufać i byc przy Tobie. Piszesz mi, że się zakochałeś. We mnie. Słyszałam takie wyznania już wiele razy. Zwłaszcza ostatnimi czasy nie traktowałam ich poważnie. Nie przejmowałam się nimi. A teraz nie mogę tak. Teraz chcę. Moja lojalność względem kogokolwiek innego nagle przestaje się liczyć. Ranię ich. Widzę, jak ich ranię. Widzę ich smutek. Uciekam w Twoje ramiona. Lubię zapach Twoich włosów, lubię dotyk Twoich bladych dłoni. Jaki jesteś podekscytowany. Czy to naprawdę ja powoduję tak szybkie bicie Twojego serca? Ja. Owszem. Nie ukrywasz tęsknoty za mną. Zalewasz mnie nią bez opamiętania. Liczysz dni do każdego spotkania jak dziecko do Gwiazdki. A przecież nalezymy do całkiem innych światów. Ja nie mam butów na zimę. Mam rozpadający się komputer, zabałaganiony, pełen pamiątek z przeszłości pokój. Kocham trawę i świerszcze. I liście jesienne pod naszymi stopami. Kocham wolność i moją muzykę. Ty kupujesz mi buty. Kupujesz mi nowy komputer, monitor, zabierasz mnie do restauracji. Nie lubię tego. Nie lubię restauracji, ani płacenia za mnie kartą kredytową. Nie potrafię się przestawić. Dajesz mi przedmioty. "Kocham Cię" mówisz bezradnie, miękkim tonem. I głośno opowiadasz, jaka okropna bywała Twoja poprzednia dziewczyna. Czemu chcesz, żebym wiedziała, w czym jestem od niej lepsza? Z czasem będziesz wspominał, w czym jestem od niej gorsza. Kawa w Green Coffee o dziesiątej rano. Trzymasz mnie za rękę. Patrzysz mi w oczy. Nie idziesz na zajęcia, żeby spędzić przy mnie jak najwięcej czasu. Któregoś dnia mi to wypomnisz. Na razie przyzwyczajasz mnei do swojej obecności i miękkich, zamkniętych pocałunków. Do szczupłego ciała i krótkich, ale gorących zbliżeń kazdej wspólnej nocy. Przyzwyczajam się. Im bardziej przyzwyczajam się do pierwotnego obrazu... tym bardziej zaczyna się on zmieniać. Wina 2007-10-03
Gorąca noc i chłodny, biały poranek minęły. Teraz będę musiała im o tym opowiedzieć. Oni. Obaj przy mnie. Bardziej lojalni niż wierni. Jak moi bracia. Jak moja rodzina. Tacy od siebie różni i tak bardzo mi niezbędni. Ale Kocham ich i nie mogę bez nich żyć. To stara historia. Bardzo stara i bardzo gorzka - jak trucizna. Oni - niczym dwaj rycerze zabiegający o względy jednej damy. Dama - w rozpaczy niezdolna do wyboru. A I jesteśmy my. Nasza trójka. Nic nas nie jest w stanie rozdzielić. Przecież A jednak ciężko mi o tym opowiedzieć. Ciężko się przyznać. Jak gdybym zrobiła coś złego. Zrobiłam. Zdradziłam ich obydwu w sposób dużo gorszy, niż fizyczne zbliżenie, któremu wspólnie we trójkę odebraliśmy zwyczajową wagę. Wydajesz się bardzo podekscytowany każdą kolejną rozmową ze mną. Każdym spotkaniem, choćby na GG. Cieszysz się jak dziecko, gdy mamy się zobaczyć. Znów jadę do Ciebie. A miałam tego nie robić... W bieli 2007-10-01
Twój pokój jest niemal zupełnie biały. Oszczędnie umeblowany, w stylu z lekka "ikeowym", zarazem pasuje i nie pasuje do Twojej osoby. Białe, rozległe połacie ścian, dwie czarno-białe fotografie w antyramach, ciężka, czarna kotara zasłaniająca wejście na balkon kontrastuje z bielą nieprzejrzystej firanki. Wielkie biurko, którego sporą częśc zajmuje płaski, szeroki monitor, przepastne krzesło obrotowe. Na gładkiej, śliskiej powierzchni podłogi - duży materac. Trzy białe, papierowe klosze zwieszają się asymetrycznie z sufitu. Na półkach - książki. Obfita kolekcja woluminów dotyczących "Gwiezdnych Wojen". Płyty audio, w zasadzie zapomniane, bo do słuchania muzyki uzywasz komputera. Pijemy martini i rozmawiamy. Oboje wiemy, co się dziś wydarzy, a przecież zachowujemy się nieśmiało, ostrożnie. To Ty powoli zmniejszasz dystans, siedzisz coraz bliżej mnie. Martini sprawia, że jesteś smielszy, bardziej podatny na nastrój i mniej zachowawczy niż zwykle. Kiedy wreszcie, co było bardziej niż do przewidzenia, całujemy się po raz pierwszy, nie wiem już, które z nas zaczęło. Wiem, że przysunąłeś się i popatrzyłam Ci w oczy. I stało się. Nasze pocałunki są gwałtowne. Pożeramy się ustami, co biorąc pod uwagę nasze późniejsze przyzwyczajenia, jest raczej godne odnotowania. Szybko, szybko, intensywnie.. Mimo to przeciągamy ten moment. Całujemy się siedząc na śliskiej podłodze. Spędzamy w łóżku całą noc. Rankiem, kiedy świt wlewa się do Twojego pokoju, czyniąc go jeszcze bardziej białym i antyseptycznym, patrzę na Twoją twarz nade mną, zaciskając dłonie na Twoich ramionach. Nasze oddechy się łączą, mieszają się nasze włosy - Twoje, kręcone, srebrzystozłote i moje proste, ciemne. Chowasz twarz, opierając się czołem o moją szyję. Czuję Twoje usta w zagłębieniu między obojczykami. Jak nieporadne, jak nieśmiałe jest to pierwsze wydarzenie między nami. Jakbyśmy wcześniej nie znali nikogo i nie byli z nikim. Twoja skóra pachnie chłodno i słodkawo. Jest blada, gładka i cienka. Włosy jak ze szlachetnych metali, oczy o szafirowym pobłysku, ciało jak kość słoniowa - równie jasne, co twarde. Wstajesz bez skrępowania, idąc po butelkę pozostawioną na biurku, a ja zakochuję sie w Twoich szerokich ramionach, wąskiej jak u kobiety talii i długich nogach. Wychodzę kiedy poranek ma się ku końcowi. Blada, z roztartym makijażem, nieco potargana, uciekam z poczuciem winy, jak niewykwalifikowany złodziej. Ludzie patrza na mnie i zastanawiam się, czy widzą na mojej skórze slady Twoich ust. Więcej tu nie wrócę. Nie chcę. Nie mogę. Jeśli wrócę, to już zostanę. A to nie może się wydarzyć. Fioletowe niebo 2007-09-25
"Kawa i klawiatura komputera nie działają razem" myślę patrząc na ociekającą katastrofę na moim biurku. Pochylam się, żółte swiatło lampy razi mnie w oczy. W ruch idą śrubokręty. Od użycia lutownicy powstrzymuję się w ostatnim momencie, wiedziona nieomylną, jak zwykle, opinią mojego ojca. Nie działają niektóre litery, więc uzywam wariacji na temat leet-u, żeby porozumieć się z kimkolwiek na GG. Pojawiasz się. Rozmawiamy przez parę godzin. Wykazujesz niezmierzone ilości cierpliwości dla mojego powolnego generowania słów za pomocą znaków zastępszych. Z /-\ 1 /-\ 1 /-\ |\/| I< 1 /-\ |/\| I /-\ + U R 3 |< /-\ |/\| /-\ A Ty to rozumiesz. Dam Ci jakąś swoją - piszesz. Następnego dnia spotykamy się na Placu Bankowym i idziemy na długi spacer. Bolą mnie nogi w niewygodnych butach, a mimo to idę koło Ciebie, ciesząc się błahą rozmową, lub zalegającą od czasu do czasu ciszą. Mijamy wiele magicznych miejsc. Kilka knajp o fantazyjnych wystrojach, jedno dziwne wnętrze, białe od kamienia i zielone od rachitycznych, liściastych roślin. Niebo nad Starówka jest jadowicie fioletowe, jakby ktoś oblał je farbą. Wchodzimy do kawiarni by odgrodzić się od zimna i pobyc razem nieco bardziej. Przyglądamy się sobie nad stołem. Mówisz, że chcesz żyć wiecznie. Ja mówię, ze chcę umrzeć młodo. Nie rozumiemy się nawzajem i już jestesmy w sobie zakochani, ale na razie zadne z nas tego nie wspomina na głos. zadne z nas nawet o tym świadomie nie myśli. Masz czarny sweter, na którym Twoje srebrnawe włosy odznaczają się wyraźnymi pasmami i biało-czarną chustę na szyi. Dajesz mi klawiaturę. W domu okazuje się, że nie działa. Następna okazja na spotkanie. Przelotne, ale to zawsze coś. A potem widujemy się już coraz częściej. I w końcu na GG zapraszasz mnie do siebie na martini. Zabawna sprawa z takim martini, zwłaszcza połączonym z jednoznacznymi planami spędzenia tej nocy. Droga do Ciebie jest daleka. Metro jedzie długo, hucząc, turkocząc, piszcząc, przemawiając ludzkim głosem. Jadę do Ciebie na krótka przygodę. Na raz. Tylko na raz - myślę. Kłamię samej sobie. Zaciekawienie 2007-08-28
Masz trochę przepraszający wyraz twarzy. Wydaje mi się, że to przez spóźnienie, ale później odkrywam, że to u Ciebie naturalne. Siedzimy po dwóch stronach stołu, pijemy, rozmawiamy. Patrzymy na siebie. Pilnuję, Podobno ludzie, którzy nie mają problemu z Ty mi też. Będziemy kwita. Mówisz łagodnie, dość Masz Te palce będą Wszystko skończy się wczesnym latem, kiedy drzewa bedą stały Do tego momentu jednak wydarzy się wiele rzeczy. Na razie siedzimy naprzeciwko siebie i zaczynamy się poznawać. Zaciekawiasz mnie. Nie jesteś jak większość mężczyzn. Na szczęście. Również na nieszczęście, ale tego jeszcze nie wiem. Jesteśmy Wykrzykujemy Mamy w sobie odłamki tego samego kryształu. Początek 2007-08-27
Powietrze pachnie wilgocią, jesienią i żółtymi liśćmi. Skręcam w cienistą alejkę naprzeciwko ambasady, mijam wąziutka bramę. Wnętrze knajpy jest ciepłe, pachnie kawą i piwem. Lekka woń tytoniu waniliowego leniwie wysącza się z sali dla palących. Szklanka z piwem stoi przede mną, papieros tli się posyłając ku górze drgające pierścienie błękitnawego dymu. Książka na gładkiej, drewnianej powierzchni stołu. Czekam. Spóźniasz A więc Ty też masz problem z czasem? A może coś przytrafiło się po drodze?...
Więc Tu, pod wielką malowaną na ścianie mapą, rozmawiałysmy przy piwie i papierosach, śmiałyśmy się i przytulałyśmy. Ona odeszła razem z rudymi włosami i pocałunkami. A teraz czekam tu na Ciebie. Nie miałam odwagi, żeby usiąść przy tym samym stole, przy którym siadałysmy we dwie. Zapach - Przepraszam za spóźnienie - mówisz. I dotykamy się po raz pierwszy w życiu. |

Subskrybuj blogi